kontajner na odpad -
uniósł się gniewem. - Pół korony?! To oburzające!
Wtem Sparhawk przypomniał sobie o czymś jeszcze.
- Sephrenio, gdy wracałem, coś we mgle mnie śledziło. To chyba nie był człowiek.
- Damork?
- Nie jestem pewien, ale to coś sprawiło na mnie dziwne wrażenie. Azash ma chyba na swoich usługach nie tylko damorki?
- Nie. Damorki są najpotężniejsze z nich, ale przy tym głupie. Inne stwory nie mają ich mocy, są za to mądrzejsze. Pod wieloma względami mogą być nawet groźniejsze.
- Sephrenio - odezwał się Vanion - myślę, że powinnaś mi teraz przekazać miecz Tanisa.
- Mój drogi... -
Czarodziejka z udręką wyzierającą z jej twarzy chciała zaprotestować.
- Już raz tej nocy nad tym dyskutowaliśmy - przypomniał jej mistrz Zakonu Rycerzy Pandionu. - Nie zaczynajmy od nowa.
Sephrenia westchnęła. Oboje zgodnym chórem zaintonowali monotonną pieśń w języku Styrików. Kiedy skończyli i ich dłonie się zetknęły, oblicze Vaniona poszarzało nieznacznie. Czarodziejka podała mistrzowi broń zmarłego pandionity.
- Od czego zaczynamy? - zwrócił się Sparhawk do Ulatha, gdy ceremonia przekazania miecza dobiegła końca. - Gdzie znajdował się król Sarak w momencie zgubienia korony?
- Tego naprawdę nikt nie wie - odparł rosły rycerz Zakonu Genidianu. -
kontajner na odpad Opuścił Emsat, gdy Otha najechał na Lamorkandię. Zabrał z sobą nieliczną świtę, a reszcie swojej armii rozkazał podążyć na pole bitewne nad jeziorem Randera.
- Czy ktokolwiek go tam widział? - zapytał Kalten.
- Nic mi o tym nie wiadomo. Armia Thalesii poniosła dotkliwe straty. Możliwe, że Sarak dotarł tam przed rozpoczęciem bitwy, ale nikt spośród nielicznych ocalałych go nie widział.
- Spodziewam się więc, że od tego miejsca zaczniemy - rzekł Sparhawk.
- Póle bitwy jest ogromne - zaprotestował Ulath. - Wszyscy Rycerze Kościoła mogliby spędzić resztę życia na bezowocnym grzebaniu w
ziemi w poszukiwaniu korony.
- Jest jeszcze inne wyjście - wtrącił Tynian drapiąc się po policzku.
- Jakie, przyjacielu? - zapytał Bevier.
- Posiadam pewne umiejętności w przywoływaniu duchów. Nie bardzo za tym przepadam, ale wiem, jak to zrobić. Jeśli znaleźlibyśmy miejsce, w którym pogrzebano ciała Thalezyjczyków, to mógłbym spytać, czy któryś z nich nie widział na polu bitwy króla Saraka i nie wie, gdzie został złożony do grobu. To wyczerpujące zajęcie, ale sprawa jest tego warta.
- Będę ci mogła pomóc, panie Tynianie - obiecała Sephrenia. - Sama nie praktykuję przywoływania duchów, ale znam odpowiednie
zaklęcia.
Kurik wstał.
- Pójdę strony internetowe spakować potrzebne rzeczy - powiedział. - Chodź ze mną, Bericie. Talenie, ty też.
- Będzie nas dziesięcioro - przypomniała mu Sephrenia.
- Dziesięcioro?
- Pojedzie z nami Talen i mała Flecik.
- Czy to rozsądne? I czy naprawdę konieczne? - zaprotestował Sparhawk.
- Tak. Będziemy szukać pomocy u Młodszych Bogów Styricum, a oni lubią symetrię. Było nas dziesięcioro, gdy zaczynaliśmy poszukiwania, więc teraz też powinno nas być dziesięcioro. Nagłe zmiany niepokoją Młodszych Bogów.
- Niech będzie, jak mówisz. - Rycerz zgodził się niechętnie. Vanion wstał i począł przechadzać się po komnacie.
- Lepiej zaczynajmy
od razu - powiedział. - Będzie bezpieczniej, jeśli opuścicie klasztor przed świtem, nim podniesie się mgła. Nie ułatwiajmy zadania szpiegom obserwującym naszą siedzibę.
- Zgadzam się z tym w zupełności. - Kalten również się podniósł. - Wolałbym nie ścigać się z gwardzistami prymasa przez całą drogę do jeziora Randera.
- A więc dobrze - rzekł Sparhawk. - Zaczynajmy. Mamy coraz mniej czasu.
- Zostań na chwilę, Sparhawku - powiedział Vanion, gdy inni zaczęli opuszczać komnatę.
Sparhawk poczekał, aż wszyscy wyjdą, po czym zamknął drzwi.
- Otrzymałem dzisiejszego wieczoru wiadomość od hrabiego Lendy - oznajmił mistrz.
- Jaką?
- Prosił,
strony internetowe -
|